Dlaczego szyję moje obrazy? (Nie, to nie żart – mam igłę i nie zawaham się jej użyć)!
Kiedy ktoś pyta mnie, czemu w moich obrazach abstrakcyjnych pojawiają się szwy, odpowiadam bez mrugnięcia okiem: bo jestem pielęgniarką operacyjną. Serio. Lubię, kiedy wszystko trzyma się w ryzach. I mam słabość do chirurgicznej precyzji – takiej z humorem i złotym czy miedzianym pigmentem.
Szycie na obrazie to dla mnie coś więcej niż efekt wizualny. To moment, w którym struktura dosłownie się „zamyka”. Łączę elementy, zszywam pęknięcia, czasem zakładam artystyczny szew tam, gdzie farba aż się prosi o trochę dyscypliny. W moich pracach malarstwo strukturalne spotyka tekstylne eksperymenty, a duży format pozwala zaszaleć z detalem.
Zamiast skalpela – szpachelka. Zamiast nici chirurgicznej – gruby sznurek albo miedziany drut. A emocje? Te same. Czasem czuję się jakbym zszywała duszę obrazu – i przy okazji trochę swoją.
Więc jeśli zobaczysz u mnie przeszycia na płótnie – nie panikuj. To nie rana. To znak, że właśnie powstał obraz z charakterem. Na sprzedaż oczywiście. Ale z gwarancją, że zatrzymasz go tylko dla siebie.